Ostrze świeżo rozpakowanego skalpela chirurgicznego lśni w świetle późnej jesieni. Spryskuję blat roboczy środkiem dezynfekującym na bazie alkoholu, skrupulatnie pocieram ręce i staram się nie kichać.
Zaraz sklonuję grzyba – nieskazitelną szarą ostrygę, której gładki kapelusz ma kolor chmury, która zaraz pęknie.
Nie tak wyobrażałam sobie mój pierwszy raz z klonowaniem. Nie jestem w sterylnym laboratorium – jestem w namiocie na błotnistym polu w Sussex w Wielkiej Brytanii z dziesiątkami innych uczestników, na corocznym Festiwalu Grzybów. Wielu z nich ma na sobie futrzane czapki lub swetry z motywem grzybów. Kilka metrów dalej szamanka dzwoni w gong, prowadząc sesję „kąpieli dźwiękowej” o tematyce grzybów.
Ale nie wszystkie grzyby są tu godne świętowania. Jeden jest tak bujny i inwazyjny, że został całkowicie zakazany podczas festiwalu: boczniak złocisty. Grzyb ten przedarł się przez lasy Ameryki Północnej i rozprzestrzenił swoje zarodniki po Europie, od Włoch po Węgry.


