Z PIECZARKĄ W KOSMOS !
Tak zatytułowała swój artykuł Pani Redaktor Hanna Szubert w przedświątecznej Rzeczpospolitej. Tekst ukazał się na prestiżowej stronie drugiej i już swoim tytułem intrygował czytelnika. Każdy chciałby wiedzieć, dlaczego w kosmos a nie na patelnię. Właśnie jak przyciągnąć czytelnika, jak przyciągnąć konsumenta o to trwa batalia. Już pierwsze zdanie zachęca do lektury – „Obchodzony dziś dzień pieczarki jest świętem wyjątkowo ważnym w Polsce” hm, święto mamy w maju, ale skoro czołowa gazeta ustanowiła nowe, to nie będziemy protestować. Dalej jest napisane, – „ o czym nie wszyscy wiedzą – jesteśmy potęgą w produkcji pieczarek”. My branżyści akurat to właśnie wiemy, bo każda „potęga” oznacza także ogrom wyzwań, o których tu w Sielinku wymieniamy opinie. Większość branżystów z nostalgią wspomina czasy, jak to pieczarka była „bohaterką tzw. małej gastronomii podczas kryzysu lat 80. zeszłego stulecia: powstały wówczas zapiekanka z serem i pieczarkami oraz hot-dog z nadzieniem pieczarkowym będącym odpowiedzią na brak reglamentowanego dobra, jakim w tamtych czasach była parówka „ [cytat ze wspomnianego artykułu]. Łza się w oku kręci. Pieczarka jest taka sama, ale te parówki już bez znaczka PRL lecz ze znaczkiem UE ale skoro hot –dog to parówka! Od siebie dodam jeszcze – bezmięsny poniedziałek. Tak budowaliśmy rynek wewnętrzny sądząc, że to się „jakoś sprzeda”. Samokształcenie o walorach produktu zdominowała wiedza jak „wyciągnąć więcej z metra”, wiadomo ekonomika. 
Na nasyconym rynku trzeba się jednak czymś wyróżnić. Wspomniana Pani Redaktor pisze w eksploatowanym tu przeze mnie tekście „  Niewątpliwie zaletą tych grzybów jest fakt, że do ich uprawy nie używa się środków chemicznych, ale to nie wszystkie jej walory : według opublikowanych niedawno badań amerykańskich naukowców jedzenie pieczarek jest pomocne w leczeniu nowotworów”. Autorka wspomina także o witaminach i solach mineralnych. Słyszy się często – mniej soli, czyli chlorku sodu. Potrzebujemy go raptem 5 gramów dziennie, a przyjmujemy często znacznie więcej. Naruszamy stosunek sodu do potasu, pierwiastka dla organizmu człowieka bardzo cennego. W 100 gramach pieczarek jest 12 mg sodu i aż 420 mg potasu. Te dane są dla pieczarkarza ważniejsze niż zawartość azotu w podłożu [ na którą i tak nie ma wpływu], gdyż może, musi o tym poinformować konsumenta, od którego dostaje pieniądze. 
Podczas wielogodzinnych sesji degustacyjnych prowadzonych w ramach kampanii Ja-pieczarka w wielu supermarketach była wyjątkowa okazja do rozmów z klientami. Zaskakiwały ich pozytywnie przekazywane informacje o tych solach i witaminach. Wiedza o walorach pieczarek, boczniaków innych grzybów musi być w szczegółach znana branżystom i głoszona nie tylko przy jakiś okazjach, lecz obecna w codziennym kontakcie z ludźmi  – w rozmowach rodzinnych, wśród znajomych, na opakowaniach, studiowaniu menu w restauracji, śledzeniu rubryk kulinarnych, reagowaniu na nieprawdziwe informacje dotyczące pieczarek w prasie, radio, telewizji. 
Kiedy ostatnio zorganizowałem własne „dni otwarte”, nie czekając na Sielinko, które nota bene będzie się odbywało tylko z okazji rocznic? Czy moi sąsiedzi widzieli już jak się uprawia pieczarki bez środków chemicznych? No tak z sąsiadami nie bardzo. To może szkoła do której chodzą moje dzieci i mają zajęcia praktyczne z gotowania. Kilka kilogramów dobrej klasy B a ile frajdy i być może potencjalni klienci na następne pół wieku. A wszystkie lokalne festyny? Czy tam jestem ze swoim grillem i informuję, że bez soli bo szkodzi, a potas w moich pieczarkach jest dobry. Czy jak zadzwoni redaktorka z lokalnej gazety to każę powiedzieć – szefa nie ma, bo może znowu ta Kowalska mnie obsmarowała, że za mało dostała? Dobry klimat wokół pieczarki nie tylko na półce, ale i w społeczeństwie jest konieczny do prowadzenia tego biznesu. Trzeba umieć spokojnie i rzeczowo wyłożyć swoje racje. Zaprosić redaktorkę do zakładu, pokazać nie tylko pięknie rzuty, ale i zaplecze socjalne, certyfikaty. Nie bać się mediów. Aktywnie współpracować i informować o wszystkich sukcesach, rozbudowie, nowych miejscach pracy, nowym asortymencie, nowych rynkach itd. itp. Pamiętajmy, że w obecnej dobie trudno jest przebić się z dobrą wiadomością. News o zatruciu grzybami był obecny w mediach kilka tygodni…O solach i witaminach piszą przy okazji święta…
Czy te powyższe refleksje będą przedmiotem wewnątrzbranżowych rozmów?
Dobrze by było. Baza surowcowa wzrasta nam gwałtownie, plony zniewalają, a najważniejsze – rynek nie jest rozmiaru kosmosu.
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi.